Lawenda ma opinię rośliny kapryśnej, a tak naprawdę wymaga tylko trzech rzeczy: słońca, przepuszczalnej gleby i cięcia. Większość krzewów, które „zginęły od mrozu”, w rzeczywistości zgniły od wody albo zdrewniały z braku przycinania. Poniżej praktycznie — od sadzenia po susz gotowy do woreczka.
Na naszym klimacie sprawdza się przede wszystkim lawenda wąskolistna (Lavandula angustifolia), zwana też angielską. To ona jest mrozoodporna i to z niej pozyskuje się olejek o najdelikatniejszym zapachu. Popularne odmiany to „Hidcote” (ciemny fiolet, niska) i „Munstead” (jaśniejsza, zwarta).
Lawenda francuska (Lavandula stoechas), rozpoznawalna po „uszkach” na szczycie kwiatostanu, jest efektowna, ale u nas zimuje kiepsko — traktuj ją jak roślinę doniczkową na taras.
Lawenda pochodzi ze śródziemnomorskich zboczy: kamienistych, wypalonych słońcem, z wodą spływającą w dół. Im bliżej odtworzysz te warunki, tym mniej problemów.
Rozstaw przy sadzeniu: 30–40 cm dla odmian niskich, 50 cm dla wyższych. Krzewy mają się stykać dopiero po dwóch–trzech latach.
To punkt, który decyduje o tym, czy za pięć lat będziesz mieć zwartą kulę, czy rozwalony na boki, zdrewniały szkielet z kilkoma pędami.
Gdy minie ryzyko silnych przymrozków i widać ruszające pąki (u nas zwykle druga połowa kwietnia), skróć krzew o mniej więcej jedną trzecią, formując kopułę.
Zaraz po przekwitnięciu — zwykle w sierpniu — usuń przekwitłe kwiatostany wraz z kilkoma centymetrami pędu. Krzew zostaje zwarty i często zawiązuje drugie, słabsze kwitnienie.
Nigdy nie tnij w stare, zdrewniałe drewno — w miejscu bez zielonych pąków lawenda już nie odbije. Zostawiaj zawsze kilka centymetrów tegorocznego, zielonego przyrostu.
Nie przycinaj też późną jesienią. Świeże rany przed zimą to najkrótsza droga do przemarznięcia.
Lawenda wąskolistna znosi nasze mrozy. Zabija ją najczęściej nie temperatura, tylko woda stojąca wokół korzeni podczas odwilży. Dlatego drenaż jest ważniejszy niż okrycie.
Jeśli chcesz zabezpieczyć krzewy, użyj gałązek iglastych albo agrowłókniny — przewiewnie. Folia i szczelne kopce robią więcej szkody niż pożytku, bo pod nimi roślina zaparza się i gnije.
Moment zbioru decyduje o zapachu suszu. Najwięcej olejków eterycznych kwiatostan zawiera wtedy, gdy otwarta jest mniej więcej jedna trzecia kwiatków na kłosie, a reszta jest jeszcze w pąkach. Kwiatostan w pełni rozwinięty wygląda efektowniej, ale pachnie już słabiej i szybciej się osypuje.
Tnij w suchy dzień, przed południem — po obeschnięciu rosy, a przed największym upałem. Ścinaj całe łodygi, zostawiając na krzewie zieloną część pędu.
Z suszu zrobisz woreczek z suszoną lawendą do szafy, dosypiesz go do wypełnienia poduszki albo użyjesz do kąpieli — wystarczy zawinąć w gazę.
W dziewięciu przypadkach na dziesięć nie od mrozu, tylko od wilgoci: ciężka gleba, brak drenażu, ściółka z kory albo szczelne okrycie folią. Sprawdź, czy woda po deszczu nie stoi wokół krzewu.
Tak — nawet warto, choć kosztem kwiatów. Skrócenie młodej rośliny wymusza rozgałęzienie i przekłada się na zwarty pokrój w kolejnych latach.
Świeżo posadzoną — regularnie przez pierwszy sezon. Zakorzenioną — praktycznie wcale, poza długotrwałą suszą. Lawenda znacznie lepiej znosi przesuszenie niż przelanie.
Tak, pod warunkiem dużego otworu odpływowego i warstwy drenażu. W donicy roślina potrzebuje częstszego podlewania niż w gruncie, ale zimą trzeba ją zabezpieczyć — korzenie w pojemniku przemarzają znacznie łatwiej.
Po mniej więcej 8–10 latach lawenda zdrewnieje od środka i zacznie się rozkładać na boki. Wtedy prościej posadzić nową roślinę niż ratować starą.
Lawenda odwdzięcza się za zaniedbanie: chude podłoże, rzadkie podlewanie, dużo słońca. Jedyne, o czym naprawdę trzeba pamiętać, to dwa cięcia w roku — wiosną i po kwitnieniu — i nigdy w stare drewno. Reszta dzieje się sama.