Olejek eteryczny to najbardziej stężony produkt, jaki można zrobić z lawendy — i jedyny, przy którym naprawdę trzeba uważać. Kilkanaście kilogramów kwiatów daje raptem kilkadziesiąt mililitrów olejku, więc jedna kropla odpowiada garści suszu. Ta koncentracja jest zaletą i ryzykiem naraz. Poniżej: jak używać go dobrze i czego nie robić nigdy.
Nierozcieńczony olejek nie jest kosmetykiem. Nałożony wprost na skórę może podrażnić, a przy regularnym stosowaniu wywołać uczulenie, które zostaje na lata — im częstszy kontakt, tym większe ryzyko.
Bezpieczne stężenia do stosowania na skórę:
Jako baza sprawdzi się olej ze słodkich migdałów, jojoba albo zwykły oliwkowy. Przed pierwszym użyciem nanieś odrobinę na przedramię i odczekaj dobę — to nudne, ale ratuje przed nieprzyjemną niespodzianką.
Najwygodniejsza forma i zarazem ta, w której najłatwiej przesadzić.
Jeśli chcesz zapachu przy zasypianiu przez całą noc, lepszym rozwiązaniem jest woreczek z suszoną lawendą pod poszewką albo poduszka z gryki i lawendy — zapach jest tam słabszy, ale stały i nie wymaga urządzenia.
Olejek nie rozpuszcza się w wodzie. Wlany wprost do wanny utworzy na powierzchni krople o pełnym stężeniu, które przykleją się do skóry — i właśnie stąd biorą się zaczerwienienia po „relaksującej kąpieli”.
Rozwiąż to tak: wymieszaj 5–8 kropli z łyżką oleju bazowego, mleka albo garścią soli, a dopiero tę mieszankę dodaj do wody.
U niemowląt olejków eterycznych nie stosujemy. U starszych dzieci — w mocno obniżonym stężeniu i po rozmowie z pediatrą. Zdecydowanie bezpieczniejszą alternatywą jest hydrolat lawendowy na poszewkę.
Zdania w literaturze są podzielone, a badań z udziałem kobiet w ciąży jest niewiele. Rozsądne podejście to ograniczyć się do zapachu w pomieszczeniu i skonsultować stosowanie na skórę z lekarzem prowadzącym.
To punkt, który wymaga uwagi. Koty metabolizują związki zawarte w olejkach eterycznych inaczej niż ludzie — ich wątroba ma ograniczoną zdolność sprzęgania tych substancji, przez co kumulują się w organizmie. Dlatego nie dyfuzujemy olejków w zamkniętym pomieszczeniu, z którego kot nie może wyjść, nie nanosimy ich na sierść i nie zostawiamy otwartych butelek w zasięgu zwierzęcia.
Psy są mniej wrażliwe, ale mają za to znacznie czulszy węch — to, co dla nas jest subtelne, dla nich bywa intensywne. Jeśli mieszkasz ze zwierzętami, najbezpieczniejszy jest suszony kwiat w zamkniętym woreczku, a przy olejkach warto zapytać weterynarza.
Olejek psuje go światło, ciepło i powietrze. Ciemna butelka, zakręcona, w chłodnym miejscu — nie na parapecie i nie w łazience. Dobrze przechowywany zachowuje właściwości 2–3 lata; zmiana zapachu na ostry i „terpentynowy” oznacza utlenienie i koniec przydatności. Utleniony olejek uczula znacznie łatwiej niż świeży, więc nie warto go dociągać.
Trzy do pięciu na przeciętny pokój. Jeśli zapach jest wyraźnie wyczuwalny po wejściu z korytarza, to już za dużo.
Badania nad wpływem lawendy na sen dają niejednoznaczne wyniki — część wskazuje na szybsze zasypianie, część nie widzi różnicy wobec placebo. To, co działa pewnie, to powtarzalność: ten sam zapach o tej samej porze staje się dla mózgu sygnałem, że kończy się dzień. Przy utrzymujących się problemach ze snem warto porozmawiać z lekarzem.
Stężeniem i sposobem użycia. Hydrolat to woda po destylacji — łagodny, do stosowania wprost na skórę i tkaniny. Olejek to skoncentrowana frakcja olejowa — zawsze w kroplach i zawsze rozcieńczony.
Nie. Na etykiecie powinna być nazwa łacińska (Lavandula angustifolia to lawenda wąskolistna), metoda pozyskania i pojemność. Napis „olejek zapachowy” oznacza produkt syntetyczny — do kominka zapachowego, nie na skórę.
Olejek lawendowy jest świetny, dopóki traktuje się go jak substancję czynną, a nie perfumy. Rozcieńczaj, dawkuj w kroplach, wietrz pomieszczenie i pamiętaj o kocie. Jeśli to brzmi jak zbyt wiele zasad — zacznij od hydrolatu albo woreczka; efekt zapachowy będzie podobny, a pomyłka praktycznie niemożliwa.